Podróż w głąb siebie:)

Dwa dni na szlaku Cleveland Way

 

Jeszcze nigdy tak szybko nie zaplanowałem wędrówki :)

Będąc w Leeds planowałem, co warto zobaczyć w okolicy. W moje ręce wpadła broszurka opisująca trasę Cleveland Way. Przeglądając ją postanowiłem, że warto by było choć częściowo przejść tym szlakiem, bo spora część biegnie brzegiem morza. Zastanawiałem się nawet nad możliwością nocowania w samym śpiworze na plaży (jak to już kiedyś raz zrobiłem), ale na szczęście ten pomysł odrzuciłem - to nie jest Bałtyk, a przypływy są znaczne. Dwa dni broszurka leżała w gotowości, abym przy okazji mógł się jej przyjrzeć. Zrobiłem krótki wypad na wycieczkę po pagórkach niedaleko Leeds (zdjęcia może umieszczę w przyszłości). I....nagle jednego dnia nie mogłem zasnąć, miotałem się w łóżku z jednego boku na drugi, w końcu wstałem zapaliłem światło, bo postanowiłem, że trzeba coś z tym zrobić (był już nowy dzień - choć ciemno za oknem;-). Wziąłem broszurkę i .... od razu zaplanowałem, że trzeba jechać albo następnego dnia, albo za dwa dni, a w międzyczasie zwiedzę York. Wyjazd uzależniłem od pogody. Następnego dnia prognozy zapowiadały się ..., że jak nie pojadę następnego dnia, to pogoda nie dopisze....co się sprawdziło :). Decyzja była szybka jadę następnego dnia, sprawdziłem dogodne połączenia. Jeszcze tylko telefon do schroniska Boggle Hole niedaleko Robin Hood's Bay, żeby zarezerwować sobie nocleg i można było się pakować.

5 wrzesień - Leeds-Whitby-Boggle Hole

Z samego rana pobudka, spałem raptem z 4h? Opis robię na podstawie krótkich notatek wykonanych w czasie łażenia:) Z rana z plecakiem na plecach ruszyłem na dworzec autobusowy. Miasto spało i to mi się podobało. Miałem około 30 minut na dojście. O 7:02 cały spocony siedziałem w autobusie. Trzy minuty pó˙niej autobus rusza, a ja rozsiadam się wygodnie i zdejmuje buty, by nogi się nie parzyły, toż 3,5 h drogi przede mną. Najciekawsze jest to, że jeszcze na dobre nie zacząłem chodzić a już spocony. Pogoda typowo angielska (mgła), ale o 10 pokazuje się słońce. Wie kiedy to zrobić, bo akurat za oknem krajobraz zrobił się bardzo przyjemny dla oka. Wzgórza pełne wrzosów a miedzy nimi białe plamki. Te plamki pojawiają się nawet na drodze!!!! I pod mostem!!! Ogólnie pełno tu tych białych plamek, coś z moimi oczami nie tak? ... nie to po prostu owieczki:). Aż chce się zawołać - Tu jest pięknie!!!! Do Whitby około 9 mil. Samo miasteczko....bardzo mi się spodobało. Ma klimat. Pochodziłem sobie po plaży, zanurzyłem nogi w lodowatych wodach Morza Północnego, posiliłem się i dalej w miasteczko. Powieść o Drakuli jest osadzona w miasteczku wzorowanym na Whitby:). Po zrobieniu wielu zdjęć ruszyłem trasą Cleveland Way. Widoki są jak dla mnie super. Jak będę miał okazje to jeszcze kiedyś tu wrócę i przejdę tę trasę jeszcze raz, ale od początku do końca:). Powtarzam się, ale te widoki i szum morza...ech;-). Znalazłem nową metodę odpoczywania:). Siadałem zdejmowałem buty i "wietrząc" stopy podziwiałem widoki oraz wsłuchiwałem się w odgłosy otaczające mnie. Znalazłem ławkę ustawioną tak by patrzeć sobie w morze z tabliczka: "A token of love & remembrance of one we shall never forgot...". Też tak chciałbym mieć po śmierci:). Potem spotkałem fajnego gołębia...przyleciał sobie, wylądował i krążył wokół mnie...chyba przypadłem mu do gustu (nie znam się na określaniu płci ptaków, więc nie będę rozwijał tematu :-). Tego dnia miałem przejść z Whitby do schroniska obok Robin Hood's Bay. Bez większych problemów dotarłem na miejsce. Fajne rozwiązanie tutaj mają. Dają połączone ze sobą prześcieradła i tak jak w śpiworze śpi się w czymś takim w pościeli. Nasłuchałem się szumu morza:. Po 21 pojawiły się gwiazdy to położyłem się na malutkiej kamiennej plaży i spełniło się moje marzenie, by tego lata obserwować gwiazdy słuchając szumu morza:). Może nie tak gromadnie jak w te dwie noce kiedyś tego lata:), ale tak mało ich też nie było. I tak skończył się pierwszy dzień wędrówki.

6 wrzesień - Boggle Hole-Scarborough-Leeds

Drugi dzień zaczął się o 7:05, ale z łóżka podniosłem się o 7:15. Śniadanie w stołówce jadłem tylko ja i jeszcze jedna osoba (też z mojego pokoju:). Na szlaku byłem z 5 minutowym opó˙nieniem, czyli o 8:05. Pogoda pochmurna, wieje. Plus tej pogody, to się nie pocę. Znów piękne widoki, co prawda nie ma słońca, ale mgłą dużo rzadsza. Do Scarborough powinienem dotrzeć ok. 16. Znów zaczynam cieszyć się życiem. Myślę bardzo pozytywnie (szczególnie ...ale to jest moja tajemnica, o której nikt się raczej nie dowie:). Po prostu CHCE SIĘ ŻYĆ:). Tego mi trzeba było. Energia mnie rozpiera. Pierwsza przerwa na posiłek przy małym wodospadzie o 12:25 (chyba odpływ dobiega końca). Spotkałem tutaj turystę z Nowej Zelandii, trochę pogadaliśmy, miło było. Pó˙niej się rozpogodziło, a Scarborough to widziałem już na kilka godzin przed dotarciem to też dodało mi sił, ale nie tak jak ..... Dziwny człowiek ze mnie. Widoki ... każdy coś w sobie miał i niektórym to wydałoby się monotonne, ale nie mi. Kilka razy zatrzymywałem się by posiedzieć zdjąć buty i rokoszować się widokami i d˙więkami morza. Totalny relaks i tak jak dzień wcześniej analizowałem czas, który upłynął oraz wyciągałem wnioski, tak teraz popuściłem wodze fantazji i marzeniami wybiegałem w przyszłość. Wędrując sobie tą trasą naprawdę można zacząć myśleć pozytywnie:). W Scarborough byłem przed 16, dałem wycisk swojemu organizmowi, ledwie zipał, ale się rozumiemy i dogadujemy (tego dnia od rana zjadłem dwie bułki, dwa batony i banana:). Przeszedłem się promenadą, popatrzyłem na przypływ, posłuchałem fal bijących o brzeg. Nie chciało mi się chodzić już po mieście, ale zjadłem cukierek coffee i ... w 30 minut zwiedziłem ruiny zamku:). Trochę pochodziłem po mieście. Zrobiłem takie sobie zakupy i poczekałem na bus. W busie siedziałem zmęczony, ale zadowolony. Baterie w aparacie ledwie zipią:), zdjęć dużo zrobiłem. Widoki w trakcie jazdy nie takie fajne jak do Whitby. Świnie dziwnie się tu hoduje, może temu ich mięsko pork inaczej smakuje:). Motto tego dnia...do pełni szczęścia brakuje .... Trochę sobie pofantazjowałem w drodze do Scarborough nawet fajnie zrymowałem (ale to zostanie tylko w pamiętniku z podróży... niedostępnym i bynajmniej fantazje były jak najbardziej przyzwoite ;p).

Podsumowując

Bardzo dawno tak się nie wyciszyłem i tak dobrze czasu nie spędziłem, kto wie, gdyby nie wakacje w tym roku (kurs, żeglowanie i Anglii zwiedzanie), to mógłbym uznać ten rok za najgorszy w moim życiu. A tak....

Do zobaczenia na szlaku......:)